poniedziałek, 8 lipca 2013

Śniadanie jedz jak Król...

"Śniadanie jedz jak Król, obiad jak Książe a kolację jak Żebrak" - zwykł mawiać mój tato kiedy w soboty rano, przyrządzał dla całej rodziny pyszne śniadanie. Pamiętam, że uwielbiałam jak gotował i patrzyłam zafascynowana na to jak krzątał się po kuchni. Czy był dobrym kucharzem? Tego Wam nie powiem bo niestety nie pamiętam. Wiem, że utkwiły mi w pamięci naleśniki z białym serem polane roztopioną czekoladą i duszona cebula z różnymi mięsnymi dodatkami w jego wykonaniu. Tato zmarł kiedy wchodziłam w okres dojrzewania i do dziś mi naprawdę go brak. Nie wiem jakim byłabym człowiekiem gdyby żył ale staram się być takim człowiekiem z jakiego byłby dumny mój Tato. Zapewne moje kuchenne szaleństwa to w dużej mierze zasługa obserwowania taty w kuchni.  Uwielbiał on eksperymentować i nic nie robił ściśle według przepisu i chyba mam to po nim bo mi też ciężko powtrzymać się od improwizacji podczas gotowania.
Tata lubił dobrze zjeść i  biesiadować przy stole. Pamiętam też, że czasami w nocy szeleściły papierki od cukierków bo tato lubił sobie podjeść  (to pewnie po nim mam słabość do słodyczy). A sobotnie śniadania były dla mnie zawsze świętem bo nikt się nie śpieszył do szkoły i pracy, mieliśmy czas aby byś razem. Tata panował wtedy w kuchni niepodzielnie, a ja czekałam z niecierpliwością aż przygotuje śniadanie. Najczęściej robił jajecznicę z różnymi dodatkami. Zostało mi to do dziś...
W naszym domu weekendowe śniadania też są świętem. To zupełnie naturalne, że lubimy usiąść przy stole i leniwie rozpocząć dzień od czegoś pysznego ale jednocześnie prostego. Śniadanie jedz jak Król...No właśnie w ostatnią sobotę jedliśmy jak Królowie. Przygotowania do śniadania zaczęły się wcześnie rano. Wróciłam z porannego spaceru z psami. Na zegarze było  kilka minut po szóstej. Karolcia już dokazywała więc nie było szans na wylegiwanie się w łóżku. Zaczęłam od przygotowania pieczywa, które byłoby idealne na królewskie śniadanie. Maślane rogaliki śniadaniowe to jest to! Są w przygotowaniu szybkie i  nie ma z nimi wiele zachodu a wyjęte z prosto z pieca, pachnące, jeszcze gorące idealnie pasują do porannej kawy.

Maślane Rogaliki Śniadaniowe
 
Z podanej porcji powinno wyjść 16 małych rogalików lub 8 dużych w zależności od tego jak podzielicie ciasto.
 
Składniki:
 
Mąka pszenna typ 650  500g
Mąka kukurydziana 3 łyżki  nie jest  niezbędna, rogaliki udadzą się bez niej. Jeśli jej nie macie w domu użyjcie po prostu odrobinę więcej mąki pszennej. Ja dodaję jej po to aby rogaliki miały piękny złoty kolor
Drożdże instant 7 g
Mleko 2%   350ml
Masło pełne 1 łyżka   nie używajcie oszukanego masła tylko prawdziwe masło bez dodatków nada rogalikom iście królewski smak
Sól 1 łyżka
Cukier brązowy 1 łyżka
Miód 1 łyżka

W dużej misce tak aby mieć zapas bo ciasto urośnie umieściłam mąkę, drożdże, sól i cukier. W rondelku podgrzałam mleko aby było ciepłe ale nie bardzo gorące. Rozpuściłam w nim miód i masło. Już sam smak mleka z miodem i masłem jest obiecujący tak bardzo, że nie mogłam się oprzeć i upiłam kilka łyżeczek:) Do składników sypkich wlałam mleko z dodatkami i zagniotłam ciasto, w razie potrzeby regulując jego konsystencję odrobiną mąki lub wody. Uzyskane ciasto musi być miękkie, elastyczne i dobrze odchodzące od ręki. Kiedy ciasto było już zagniecione, przykryłam je ściereczką i odstawiamy w ciepłe nie przewiewne miejsce aby wyrosło. Po około czterdziestu minutach skontrolowałam przyrost ciasta,  podwoiło swoją objętość  i wypełniło całą miskę zagniotłam je więc raz jeszcze przerywając wyrastanie i odstawiłam na kolejne pół godziny do czterdziestu minut. Po tym czasie byłam już prawie u celu. Teraz pozostało  tylko uformować rogaliki. Ich wielkość zależy od waszych upodobań. Ja tym razem zdecydowałam się na mniejsze tak aby wygodnie jadło się je Martynce.
Ciasto podzieliłam na dwie połowy, każdą z nich cienko rozwałkowałam tak aby uzyskać ciasto o powierzchni jak najbardziej zbliżonej do koła. Następnie podzieliłam ciasto na ćwiartki a potem na ósemki. Każdy uzyskany trójkąt ciasta zawinęłam zaczynając od najszerszej jego części i uformowałam rogalik.
Uzyskałam w ten sposób szesnaście pięknych półksiężyców, które ułożone na pergaminie czekały na pieczenie. Mój piekarnik piecze dość szybko wystarczyło około piętnaście minut w temperaturze dwustu stopni Celsjusza. W piekarniku jak zawsze umieściłam na dole miseczkę w wodą i mniej więcej w połowie pieczenia spryskałam delikatnie rogaliki wodą. Zapach, który rozniósł się po całym domu jest nie do opisania. Oczywiście Martynka, która obudziła się w międzyczasie nie czekała aż siądziemy do stołu- pierwszy rogalik zniknął w oka mgnieniu.


Myślicie, że to koniec prawda? Nie prawda:) W czasie kiedy ja piekłam rogaliki  Michał zajął się resztą śniadania. Przecież miało być po królewsku. Nie mogło być inaczej, mój mąż podobnie jak mój tato na sobotnie lub niedzielne śniadanie najczęściej przyrządza jajecznicę.  W naszej lodówce zawsze muszą być wiejskie jaja bez żadnych drukowanych cyferek bo od cyferek wolę pewność, że jajka są od szczęśliwej kury.  Mamy je od zaprzyjaźnionego Pana, którego kury chodzą sobie po podwórku i jedzą trawkę od rana i wieczora. Uwierzcie mi różnica w smaku jest kolosalna bo szczęśliwa kura to kura która dziobie, skrobie pazurkiem i je to co sama znajdzie na trawie a wtedy znosi pyszne jaja.  Sobotnie śniadanie i jajecznica z wiejskich jaj to jest to! Tyle że zwykła jajecznica to trochę z mało, ale jajecznica z pieczarkami brzmi już lepiej prawda? A będzie brzmiało jeszcze lepiej jeśli Wam powiem, że pieczarki mamy świeżutkie bo prowadzimy ich własną hodowlę:)
Tak, tak dobrze zrozumieliście sami hodujemy pieczarki. Zwariowane? Też tak myślałam, kiedy Michał oznajmił mi, że zamawia grzybnię. Po kilku dniach kurier przyniósł pudło, które wylądowało w piwnicy. Wystarczyło tylko postępować zgodnie z instrukcją doń dołączoną, co z grubsza sprowadza się do codziennego podlewania, by po kilku tygodniach otrzymać pierwsze zbiory. Na początku myślałam, że nie będzie różnicy w smaku pomiędzy pieczarkami kupionymi w sklepie a tymi z własnego chowu ale oczywiście jest. Świeżo ścięta pieczarka jest bielutka i nie szarzeje przy obróbce termicznej a jej świeżość czuć w smaku, jest delikatna i krucha po prostu idealna do jajecznicy.
Przepisu na jajecznicę nie podaję bo ufam, że każdy z Was ma swój sprawdzony sposób na jej przygotowanie. A przy okazji mam pytanie jaką jajecznicę lubicie najbardziej? Piszcie może mnie zainspirujecie i w najbliższy weekend zjem jajecznicę według waszego przepisu. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do iście królewskiego początku dnia z pysznym rogalikiem, jajecznicą, kawą i odrobiną błogiego letniego lenistwa a teraz zmykam do naszej pukpukowej kuchni bo zapach roznoszący się po domu przypomina, że czas wyjąć poniedziałkową porcję rogalików z pieca. W końcu można poczuć się po królewsku nie tylko w sobotę:)