środa, 3 kwietnia 2013

Pyszny chlebek dla Martynki

Stwierdziłam dziś ze zdziwieniem, że od kilku tygodni nie byłam w naszej osiedlowej piekarni. Jest to niebywałe, bo do niedawna wizyta tam była punktem obowiązkowym w naszych codziennych spacerach. Przyczyną nie jest przedłużająca się w nieskończoność zimowa aura bo jak to śpiewa podczas spacerów Martynka:" My się zimy nie boimy i na spacer wychodzimy". Na piekarnię też nie mogłam narzekać bo pieczywo smaczne i zawsze świeże, z miłą obsługą która znała upodobania naszej Martynki. Moja starsza latorośl bowiem w owej piekarni najbardziej lubiła "Szpinaki" czyli takie małe bułeczki z ciasta francuskiego wypełnione mocno czosnkowym szpinakiem i zapieczone z serem. Panie z obsługi zawsze były zdziwione że woli je od słodkich drożdżówek czy pączków. Raz nawet jedna z Pań ekspedientek chyba niedowierzając mi, że córka nie lubi pączków próbowała ją poczęstować pączkiem. Dziecko owszem wzięło do rączki polizało lukier po czym ze skrzywioną miną oddało mi pączka i powiedziało:
- Poproszę dwa "Szpinaki"
Od kiedy trwa moja faza na pieczenie chleba, po prostu wizyty w piekarni się skończyły a Martynka też nie domaga się "Szpinaków" bo zazwyczaj przed spacerem prosi abym zapakowała jej na spacer kawałek chleba własnego wypieku. Jeśli myślicie, że jestem mamą zafiksowaną na ultra zdrowym odżywianiu i moje dziecko nie zna smaku typowych spacerowych łakoci typu chrupki kukurydziane, krakersy czy herbatniki, to się mylicie. Martynka zna te smaki i wcale jej ich nie bronię, oczywiście w granicach rozsądku. Mało tego wyznaję zasadę, że kiedy ma ochotę i może zjeść coś słodkiego to dostaje to na co ma akurat ochotę. Nie wyznaczam jednego dnia w tygodniu kiedy dziecko może dostać coś słodkiego, nie zabraniam próbowania nowych smaków i efekt tego jest taki, że Martynka nie rzuca się w sklepie na podłogę chcąc wymusić cukierka czy chrupki bo wie że jeśli ma ochotę i nie jest to pora śniadania obiadu czy kolacji to może zawsze zjeść to na co ma ochotę. Mało tego moja córka choć owszem lubi czekoladę i ma ulubione cukierki to najczęściej w domu buszuje w szafce w której trzymamy suszone owoce i ziarna. Najbardziej lubi- i tu was zapewne zadziwię- suszoną śliwkę, nie pogardzi też żurawiną czy suszonym jabłkiem lub morelą. Pewnego dnia szukając natchnienia do upieczenia chleba wpadłam na to aby zrobić chleb z dodatkiem suszonej śliwki i żurawiny właśnie po to aby uwzględnić upodobania Martynki. Powstał chleb, który w swoim smaku łączy naturalną kwaskowość zakwasu żytniego i słodycz suszonych owoców. Wzbogaciłam do chrupiącym słonecznikiem i dynią. Oto przepis:
 
 Chleb Królewski
Składniki:
290 ml wody powinna być w temperaturze pokojowej najlepiej mineralna, źródlana lub filtrowana
1 łyżka oleju używam rzepakowego bo jest neutralny w smaku i nie zostawi w chlebie żadnego posmaku
150g zakwasu żytniego jak wyhodować zakwas pisałam już wcześniej
1/2 łyżki cukru
2 łyżeczki soli
180g mąki pszennej typ 550
45g mąki pszennej razowej
35g otrębów pszennych ostatnim razem dodałam otrębów żytnich bo pszenne akurat mi się skończyły też się sprawdzają
100g mąki żytniej typ 720
100g mąki żytniej typ 2000
60g suszonej żurawiny
60g słonecznika oczywiście łuskanego:)
60g śliwki suszonej posiekanej
40g dyni
Chleb Królewski w wersji z automatu
Wykonanie tego chleba jest proste i jak na pieczenie chleba dość szybkie. Do przygotowania tego chleba możecie użyć automatu do pieczenia chleba albo zrobić wszystko ręcznie a potem upiec w piekarniku. Ja za pierwszym razem piekłam w automacie, a ostatnio pozwoliłam automatowi wymieszać składniki a upiekłam w piekarniku, który i tak był gorący bo piekł akurat inne chleby na Święta.
Zaczynamy od połączenia składników płynnych, jeśli używacie automatu dodajecie je w pierwszej kolejności. Potem w osobnym naczyniu mieszamy wszystkie rodzaje mąki i otręby i dodajemy do składników płynnych i albo mieszamy drewnianą łyżką albo ustawiamy w automacie program do samego mieszania bez wypieku. Ciasto powinno mieć luźną, lepką strukturę. Dodatki czyli śliwki, żurawinę, słonecznik i dynię dodajemy pod koniec mieszania ciasta łyżką lub w momencie kiedy automat zasygnalizuje, że jest na to odpowiedni moment. Uwaga dla osób pieczących chleb w automacie. Po wymieszaniu go przez automat, dobrze jest przemieszać go drewnianą łyżką tak żeby równomiernie rozłożyć dodatki. Przy okazji możecie wyjąć mieszadło żeby nie trzeba było wyciągać go z upieczonego już chleba. Wierzch chleba można posypać płatkami owsianymi górskimi lub sezamem. Jeśli będziemy piec chleb w piekarniku najlepiej jest przełożyć go do formy "keksówki" najlepiej kilogramowej. Ciasto zostawiamy w formie do wyrośnięcia na około czterech do sześciu godzin. Po tym okresie forma albo wraca do automatu i włączamy program z samym pieczeniem albo wkładamy chleb do piekarnika o temperaturze 200 stopni Celsjusza (wkładamy do środka metalową miseczkę z wodą), ustawionego tak aby był wyłączony termo obieg. W obydwu wersjach wykonania czas pieczenia wynosi około godziny, przy wersji piekarnikowej należy kontrolować zrumienienie skórki chleba i jeśli to konieczne obniżyć temperaturę.
Muszę przyznać, że chleb ten chyba najbardziej smakował mojej rodzinie podczas wielkanocnego śniadania a było w czym wybierać. Przepisy już niebawem...