piątek, 5 kwietnia 2013

Chleb Tatiany

Ostatnio pochłonęła mnie bez reszty pewna książkowa historia. Renia "Gołąbkowa" podrzuciła mi do czytania pierwszy tom powieści Pauliny Simons "Jeździec Miedziany", z rekomendacją, że jak się zacznie czytać to nie można skończyć. Książka naprawdę wciąga i urzeka nie tylko  ekscytującą historią miłosną głównych bohaterów ale przede wszystkim bogato rozbudowanym tłem historycznym. Akcja pierwszego tomu rozpoczyna się tuż przed wybuchem Drugiej Wojny Światowej w Leningradzie który po wybuchu wojny, oblężony przez Niemców, niszczony bombardowaniami i wreszcie złamany głodem i zimnem staje się świadkiem wielkiej i szaleńczej miłości. Zaczytałam się totalnie w pierwszym tomie a potem w dwóch kolejnych, które opowiadają historię życia Tatiany i Aleksandra.
Kiedy jakaś książka mnie zauroczy, zaczynam żyć jak gdyby w dwóch światach. Przez kilka tygodni byłam trochę nieobecna duchem i rozkojarzona, bo moje myśli uciekały do pary głównych bohaterów i ich zmagań najpierw z wojną a potem z budowaniem życia po jej zakończeniu. Bardzo bliska, swoją emocjonalnością i przywiązaniem do rodziny, a jednocześnie siłą ducha i niezłomnych charakterem, stała się główna bohaterka, Tatiana. Ogromne wrażenie wywarł na mnie opis oblężonego i złamanego głodem Leningradu. Zapewne każdy z Was słyszał o tym że w czasie wojny brakowało jedzenia ale chyba dziś, w dobie półek  uginających się pod ciężarem jedzenia, nie myślimy o tym że ludzie mogli jeść chleb upieczony z trocin i byli w stanie zabić aby napełnić żołądek kromką właśnie takiego chleba. Zdałam sobie sprawę, że po każdej stronie barykady cierpieli zwykli ludzie. Wszyscy, niezależnie od narodowości ścierali się ze śmiercią i głodem. Główna bohaterka przeżyła wielki głód w oblężonym Leningradzie i przez całe swoje dalsze życie, wspominając słowa wypowiadanej w czasie wojny modlitwy "...chleba powszedniego racz nam dać Panie", piecze chleb dla swojej rodziny. Wątek pieczenia chleba bardzo zapadł mi w pamięć i Tatiana stała mi się jeszcze bliższa, bo dla niej podobnie jak dla mnie, upieczenie chleba dla najbliższych było  równoznaczne z powiedzeniem Kocham Was, zawsze będę o Was dbać i walczyć wtedy kiedy będzie trzeba.
Ostatnio pomyślałam, że mam na półce w szafce pewnie ze dwadzieścia rodzajów mąki. Od zwykłej pszennej przez, razową i różne typy żytniej aż po wymyślne mąki takie jak owsiana ryżowa czy gryczana. Lubię też dodawać do chlebów różnych dodatków: siemienia lnianego, dyni, słonecznika, płatków owsianych, a nawet suszonych pomidorów. Zainspirowana Tatianą postanowiłam upiec chleb jak najbardziej prosty w ilości składników i sposobie wykonania. Połączyłam więc jedynie zwykłą mąkę pszenną z odrobiną mąki żytniej wodą oraz zakwasem żytnim. Mój Michał powiedział, że jest to jeden z lepszych jakie wyszły z pod mojej ręki. Przekonałam się że najlepszą recepturą na chleb jest prostota składników, odrobina cierpliwości i ogrom miłości ( nie tylko do pieczenia ale przede wszystkim do tych dla których pieczemy). Przepis jest prosty:

Chleb Tatiany

100ml zakwasu żytniego, odrobina wody i ok 100g mąki pszennej typ 550 z tych składników powstanie zaczyn
300 ml wody
450g mąki pszennej typ 550 w trakcie wyrabiania ciasta może się okazać, że trzeba dosypać trochę więcej aby ciasto było elastyczne
150g mąki żytniej "pytlowej" typ 720
3/4 łyżki soli
1 łyżka cukru
1 łyżka oleju rzepakowego
 
Przygotowanie chleba zajęło mi właściwie dobę ale nie zrażajcie się bo przez ten czas nie trzeba robić zbyt wiele. Rano zrobiłam zaczyn czyli wymieszałam zakwas z odrobiną wody w temperaturze pokojowej i mąką pszenną, tak aby powstało gęste gładkie ciasto. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe dalekie od przeciągów miejsce, na dwanaście godzin. Zaczyn sobie pięknie wyrósł i wieczorem zrobiłam z niego ciasto. Dodałam resztę składników i wyrobiłam na gładkie elastyczne ciasto, które bez problemów dało się formować i ładnie odchodziło od rąk. Po około 10 minutach wyrabiania ciasto było gotowe więc uformowałam je i przełożyłam na blachę. Przykryłam ściereczką i zostawiłam na noc koło kaloryfera. Rano miałam gotowy do upieczenia pięknie wyrośnięty chleb.  Piekarnik jak zawsze nastawiłam na 200 stopni Celsjusza i piekłam chleb około godziny(czas pieczenia zależy od tego jak pracuje Wasz piekarnik)  z włożoną na dół piekarnika miseczką z wodą. Po wyjęciu posmarowałam chleb pędzlem maczanym w zimnej przegotowanej wodzie.
Chleb wyszedł naprawdę pyszny z delikatną chrupiącą skórką i bardzo miękkim lekko wilgotnym wnętrzem. Nie wiem, czy akurat taki piekła bohaterka "Jeźdźca Miedzianego" ale to właśnie jej dedykuję ten wypiek a Wam polecam nie tylko wypróbowanie przepisu ale także lekturę książki.:)