poniedziałek, 3 lutego 2014

Zima, śnieg i moje sposoby na uśmiech o poranku oraz sezamowe inspiracje

Wstaję rano, patrzę przez okno- sypie śnieg. Potem przypominam sobie ze dziś rusza remont ul. Głębockiej i cały objazd skierowany jest naszą ulicą. Myślę, będzie masakra,wszelkie zmotoryzowane formy transportu nie wchodzą w grę. Pakuje wiec dziewczyny w kombinezony narciarskie, wyciągam swoje śniegowce i ruszamy. Karola w swoim wózku który jak czołg pokonuje zaśnieżone chodniki zaspy, wreszcie łąki. Martyna trochę pieszo trochę na dostawce. Dwadzieścia minut szybkiego marszu i jesteśmy w przedszkolu. Rumianie, oprószone śniegiem i roześmiane bo całą drogę śpiewałyśmy zimowe piosenki. 
Wszyscy patrzą na nas jak na wariatki. Wreszcie Pani Woźna mówi: Ale Pan biedna w taką pogodę sama z dwójką dzieci przez te zaspy z wózkiem! Ale ja nie czuję się biedna, ba! czuję się wręcz szczęśliwa. Taki spacer o poranku genialnie budzi, ładuje akumulatory na cały dzień. Biedni są Ci, co stali godzinę w korku żeby dotrzeć do przedszkola:) W takich chwilach czuję, że jestem inna. Nie narzekam, nie zrzędzę. Każdy dzień biorę jaki jest i staram się wyciągnąć z niego jak najwięcej pozytywnej energii, zawsze szukam powodów do radości nie do narzekań.

Martynka odstawiona do przedszkola. Bawi się ze swoimi Motylkami:) A ja wracam do domu już spokojniejszym tempem, kontemplując piękne zimowe krajobrazy. Właśnie za to pokochałam Białołękę. Wystarczy wyjść z osiedlowej ulicy na łąki aby poczuć się jak na wsi. Cisza, spokój i piękne widoki. Idę, więc i jak zawsze układam w głowie plan dnia. Dziś od rana w mojej głowie, kołacze myśl o upieczeniu bułeczek, bo dawno tego nie robiłam. Przypominam sobie, że w szufladzie mam wielką torbę białego sezamu. Sezam i jego ciepły charakterystyczny lekko słodki smak bardzo mi pasuje do mojego dzisiejszego nastroju. Jestem w stanie błogiej ,niczym niezmąconej radości. Pewnie swoje robią endorfiny, które uderzyły mi do głowy po porannej dawce marszu. Sezam, sezam, sezam cały czas "chodzi mi po głowie". Będą więc dziś bułeczki z sezamem i to nie byle jakie bo rumiane i złote.
W domu czas na gorącą herbatę z cytryną i miodem i  beztroską zabawę z moim wszystkiego ciekawym roczniakiem. Karolcia jest tak podobna i tak inna od Martynki. Bardzo mnie to fascynuje. Są siostrami i czasem widzę bardzo duże podobieństwo w gestach, mimice twarzy ale usposobienie mają inne. Karolcia jest spokojniejsza i raczej jest obserwatorem Martynka zaś najpierw robi a potem myśli. Gusty kulinarne mają na szczęście podobne co więcej Karolcia domaga się bardzo mocno tego aby mieć na talerzu to samo co starsza siostra. Mam nadzieję, że domowe bułeczki zasmakują im obu:)


Złote bułeczki oprószone sezamem



Składniki:


350g mąki pszennej typ 650
150g mąki kukurydzianej   Mąka kukurydziana zapewni bułeczkom złoty kolor i delikatny smak
300ml mleka 2% Mleko powinno być letnie
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżka oleju

Wykonanie bułeczek jest proste, jak zawsze. Łączymy wszystkie sypkie składniki i dodajemy letnie mleko oraz olej. Zagniatamy ciasto w razie potrzeby dodając odrobiny mąki lub mleka. Kiedy uzyskamy gładkie, elastyczne dobrze odchodzące od ręki ciasto należy dać mu wyrosnąć. Odstawiamy je więc w ciepłe nieprzewiewne miejsce i przykrywamy ściereczką. Czekamy aż ciasto podwoi swoją objętość a następnie przerywamy wyrastanie, przegniatając je raz jeszcze. Następnie czekamy aż ciasto znów wyrośnie. Wyrośnięte ciasto dzielimy na równe kuleczki z których formujemy bułeczki ( ich wielkość zależy od Waszych upodobań i potrzeb). Bułeczki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do lekko ciepłego piekarnika ( ok 50 stopni Celsjusza) i czekamy aż bułeczki wyrosną. Wyrośnięte bułeczki oprószamy sezamem i podnosimy temperaturę piekarnika do 160 stopni Celsjusza. Pieczemy przez około 20 minut pamiętając, że każdy piekarnik ma swój charakter i potrzebuje nieco innego czasu pieczenia.