Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Pierwsze wypieki Karolci.Babeczki Czekoladowe

Dziś rano strasznie zmokłyśmy z Karolcią. Wróciłyśmy do domu mokre i w złym nastroju bo czekał nas dzień bez zabaw na placu zabaw, skoków na trampolinie i innych codziennych atrakcji. Deszczowa aura zazwyczaj wzmaga mój apetyt na słodycze. Oczywiście już od progu marzyła mi się gorąca herbata i jakiś słodki dodatek. Trzeba było coś szybko upiec. 
Moje dziewczynki zawsze towarzyszą nam w kuchni. Mają też swoje ulubione przepisy i dania. Jeśli chodzi o słodkości to prym wiodą ciasteczka i babeczki. Piecze się je stosunkowo łatwo i szybko a na dodatek zawsze można wykorzystać te składniki jakie akurat są w domu. Martynka dużo czasu spędza w przedszkolu które uwielbia więc coraz częściej w kuchni towarzyszy mi Karolcia. Ma niespełna półtora roku i do niedawna właściwie jej rola polegała na dotrzymywaniu mi towarzystwa ale dziś po raz pierwszy tak naprawdę pomagała mi w pieczeniu babeczek.Dlatego właśnie ten przepis jest tak wyjątkowy. 
Siedziałyśmy sobie przy stole i miałyśmy niezłą zabawę rozbijając jajka, mieszając mąkę z kakao, krusząc gorzką czekoladę, a potem wspólnie mieszając ciasto. Za oknem lał deszcz a my bawiłyśmy się przednio robiąc przy tym niezły bałagan:) A potem kiedy w całym domu rozniósł się mocno czekoladowy zapach poczułam się tak jakby nagle przestał padać deszcz a nad nami zaświeciło pyszne czekoladowe słońce. Kiedy Karolcia się wyspała przystąpiłyśmy do dekorowania babeczek. Polewa z gorzkiej czekolady, miodu i soku z pomarańczy cudnie pokryła babeczki oraz małe paluszki Loli. Myślę, że oblizywanie ich z polewy było najlepszą zabawą tego dnia. Na koniec jeszcze ukłon w stronę moich dziewczynek kolorowe czekoladowe draże żeby było ślicznie i gotowe:)

Babeczki Czekoladowe Karolci

Składniki:

Na ciasto:
Jajka             2 szt
Serwatka      200 ml  Jeśli nie macie serwatki możecie z powodzeniem użyć mleka. Z racji tego, że mam jej naprawdę pod dostatkiem wykorzystuję ją jak tylko mogę.
Olej              1 łyżka
Miód lipowy 2 łyżki    Chciałam żeby babeczki zachowały smak gorzkiej czekolady i nie były zbyt słodkie dlatego dosłodziłam je jedynie miodem. Jeżeli lubicie naprawdę słodkie wypieki możecie użyć cukru oczywiście. Ja miód lekko podgrzałam aby miał płynną konsystencję ( łatwiej go połączyć z resztą składników)
Mąka pszenna typ 450  250 g  
Kakao                           50 g      
Proszek do pieczenia      1 łyżeczka
Gorzka czekolada  0,5 tabliczki     Powinna być pokrojona lub pokruszona w małe kawałeczki

Na polewę:
Gorzka Czekolada  0,5 tabliczki
Mód lipowy 1 łyżka
Sok z połówki pomarańczy 

Właściwie robienie babeczek to żadna filozofia. Trzymam się przy ich wykonywaniu tylko jednej zasady: osobno mieszam składniki płynne i sypkie i łącze je na koniec. Nie jest do tego nawet potrzebny mikser wystarczy energicznie zamieszać łyżką. Do ciasta na samiutkim końcu dodałam pokruszoną czekoladę. Masa wyglądała naprawdę apetycznie. Do pieczenia babeczek używam silikonowych foremek. Aby babeczki były wilgotne piekłam je zanurzone w kąpieli wodnej, w temperaturze stu siedemdziesięciu stopni Celsjusza przez około pół godziny.
Kiedy ostygły w kąpieli wodnej rozpuściłam czekoladę i miód a potem połączyłam z sokiem z pomarańczy.
Polane babeczki ozdobiłyśmy z  Lolcią kolorowymi drażami ( chodziło mi o to aby dziewczynki miały frajdę) ale z powodzeniem sprawdzą się pistacje, skórka z pomarańczy lub migdały.
Można je podawać ze świeżymi owocami np. gruszką lub truskawkami. Martynka, zaś dziś po przedszkolu zajadała się babeczką ozdobioną czereśniami.


wtorek, 27 maja 2014

Bułeczki drożdżowe z Ricottą i rabarbarem

 Tak jak obiecałam, dziś uraczę Was przepisem w którym wykorzystałam moją domową Ricottę. Smak tego serka bardzo pobudził moją wyobraźnię kulinarną i urodziło mi się kilka fajnych pomysłów na wykorzystanie serka z serwatki. Musiałam się śpieszyć z ich realizacją bo Ricotta wyszła tak pyszna, że po prostu zjedlibyśmy ją na śniadanie a nie chciałam czekać do kolejnego razu kiedy będę ją robić.
Ricotta idealnie pasuje do wszelkich słodkości więc od razu wpadłam na pomysł bułeczek drożdżowych. Przy okazji postanowiłam, że ciasto na bułeczki zrobię na bazie serwatki  której mam przecież naprawdę litry w lodówce. Do tego wszystkiego doszła moją chętka na kwaskowy rabarbar za którym przepadam i miałam na niego ochotę od kilku dni. W ten właśnie sposób krok po kroku urodził się przepis na bułeczki drożdżowe z Ricottą i rabarbarem. Upiekłam wczoraj po południu tuzin a dziś zostało ich tylko trzy więc wypiek uznaję za udany:)

Bułeczki Drożdżowe z Ricottą i rabarbarem

Składniki:

Na ciasto drożdżowe
Mąka pszenna typ 550     750 g
Serwatka                        250 ml   Jeśli nie macie serwatki możecie użyć mleka
Masło 82%                      120g
Jajka                                2 szt
Cukier                              2 łyżki
Cukier z wanilią                1 torebka
Drożdże suche                 16 g

Na nadzienie:
Rabarbar                          2 łodygi
Ser Ricotta                       200 g        Ja użyłam mojej domowej na którą przepis znajdziecie tu. Oczywiście możecie ją zastąpić taką kupioną w sklepie
Cukier                             2 łyżki

Pracę rozpoczynamy od zagniecenia ciasta. Najpierw łączymy mąkę, suche drożdże i cukier a potem dodajemy jajka i roztopione masło i serwatkę. Ja do jeszcze bardzo ciepłego masła wlałam zimną serwatkę uzyskując w ten sposób lekko ciepły płyn a jak wiadomo drożdże lubią ciepełko. Z połączonych składników należy zgnieść miękkie i elastyczne ciasto. Dobrze jest je trochę popieścić i zagniatać dosyć długo żeby było naprawdę miękkie i pulchne. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce aby wyrosło ( musi podwoić swoją objętość). Kiedy ciasto sobie wyrasta obieramy rabarbar ( idealnie do tego nadaje się obieraczka do warzyw) tak aby pozbyć się twardych włókien i kroimy w plasterki. Następnie umieszczamy go w miseczce i zasypujemy cukrem.
Z wyrośniętego ciasta formujemy bułeczki ( mi wyszedł tuzin), które układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia pamiętając aby zachować pomiędzy nimi odstęp bo przecież muszą pięknie wyrosnąć. Na środku każdej bułeczki dwoma palcami  formujemy zagłębienie, które wypełniamy serkiem Ricotta. Na wierzchu każdej bułeczki układamy rabarbar. I tu mała dygresja. Posłodzony wcześniej rabarbar puści sok i powstanie słodko- kwaśny syrop, który można rozrobić z w wodą uzyskując genialny napój. Tak przygotowanym bułeczkom dajemy chwilkę aby troszkę wyrosły i wkładamy do nagrzanego do 160 stopni Celsjusza piekarnika. Mój piekarnik upiekł bułeczki w około dwadzieścia pięć minut ale pamiętajcie, że każdy sprzęt piecze odrobinę inaczej i zawsze kontrolujcie proces pieczenia.
Zapach pieczonych bułeczek wypełnił całe mieszkanie i pomimo iż za oknem szalała burza a deszcz lał się strumieniami w naszej pukpukowej kuchni było wczoraj ciepło, przytulnie i naprawdę pysznie:).






poniedziałek, 19 maja 2014

Tort Naleśnikowy czyli pomysł na słodki prezent

Z moim gotowaniem już tak jest, że inspirują mnie mocno moje wspomnienia, doświadczenia i smaki z dzieciństwa. Zazwyczaj nagle i niespodziewanie pojawia się jakiś impuls, który zabiera mnie w wycieczkę do przeszłości oraz wspomnień kulinarnych. Potem przeszłość w jakiś trochę magiczny sposób łączy się z teraźniejszością i staje się wypadkową do zamieszania w naszej kuchni. Ożywają wtedy nasze domowe Pukpuki czyli odgłosy mojej radosnej i często bardzo nieokiełznanej twórczości kulinarnej. Nie jestem w kuchni księgową, która ma wszystko wymierzone i wyważone. Kiedy pracuję nad jakimś przepisem dla Was muszę się mocno kontrolować aby wszystko zważyć, policzyć i zapisać co by potem nie umknęło. Moje gotowanie wygląda raczej artystycznie i jest mocno powiązane z jakąś wizją, która mnie dopada.
Dokładnie tak było z tortem naleśnikowym. Kilka dni temu w jednym z komentarzy pojawiło się zaproszenie do wzięcia udziału w Konkursie Kulinarnym. Zazwyczaj odpuszczam sobie wszelakie konkursy bo jakoś nie  wierzę we własne szczęście. Natomiast hasło tego konkursu obudziło moje wspomnienia. "Słodki prezent na Dzień Matki" to zdanie krążyło w mojej głowie uparcie i przywodziło na myśl czas kiedy jako dziewczynka szykowałam się do Dnia Matki jak do Bożego Narodzenia. Dla mnie było to święto wyjątkowe i zawsze uważałam, że wymaga szczególnej oprawy. Zawsze co roku wyjmowałam biały wykrochmalony obrus i nakrywałam nim stół, na którym stawiałam bukiet konwalii. Potem szłam do kuchni, gotowałam uroczysty obiad dla mamy, zwieńczeniem którego zawsze był Tort. Tort kojarzył mi się wtedy z dostojnością, elegancją i naprawdę ważną okazją. Tak więc, tort był obowiązkowym punktem Dnia Matki. A ja z roku na rok nabierałam wprawy w pieczeniu biszkoptu i ubijaniu śmietany, którą notabene udało mi się kiedyś zamienić w pierwsze w moim życiu masło. Obowiązkowo musiały być też truskawki absolutnie niezastąpiony majowy rarytas.
Tak więc, wspomnienia się obudziły za pomocą drobnego impulsu i tłukły się po mojej głowie uparcie domagając swojego miejsca w teraźniejszości. I właśnie, kiedy kończyłam robić kolejną porcję twarogu śmietankowego wszystko połączyło się w całość. Tort naleśnikowy z twarożkiem śmietankowym, truskawkami i bitą śmietaną. Idealny na słodki prezent z okazji Dnia Matki. Ten tort to połączenie moich dziecięcych wspomnień i aktualnych fascynacji kulinarnych. Cały jego sekret miał tkwić w świetnych naturalnych składnikach. Jajka od szczęśliwych kur, tłuste wiejskie mleko i domowy twaróg a do tego majowy hit- truskawki. Pomysł już miałam ale potem pojawiło się pytanie: Wysyłać przepis na konkurs czy nie? 
Chodził mi ten tort po głowie i chodził i stwierdziłam, że muszę go zrobić a jak już go zrobię to przecież nie zaszkodzi się pochwalić i spróbować swoich sił w Konkursie. Przepis oddaje Wam i Polecam bo Tort Naleśnikowy z Twarożkiem i Truskawkami wyszedł genialnie letni, lekki i bardzo bardzo truskawkowy.
A przy okazji składam z wyprzedzeniem najserdeczniejsze życzenia wszystkim mamom. Bądźcie zawsze uśmiechnięte, odnajdujcie w miłości do swoich dzieci siłę, która nie równa się z niczym innym i nade wszystko sięgajcie po swoje marzenia:)


Tort Naleśnikowy z Twarożkiem i Truskawkami

Składniki:

Na naleśniki:
 Jajka 3 szt
Mleko 0,5 l
Mąka   12 łyżek   
Olej     1 łyżka
Woda gazowana 0,5 szklanki
Sól do smaku

Na nadzienie tortu:
Twarożek śmietankowy 0,5 kg  Mój twarożek jest połączeniem sera który robię z zebraną z mleka śmietaną. 
Cukier 3 łyżki   Dwie dodałam do serka a jedną do bitej śmietany.
Truskawki   0,75  kg
Bita Śmietana 200 ml   Zrobiłam bitą śmietanę z tej samej śmietany którą dodałam do twarożku
Mięta i Bratki do ozdoby

Pracę rozpoczynamy od usmażenia naleśników. Z tym zadaniem łatwo sobie poradzi każdy nawet średnio uzdolniony kuchcik. Ja mam dwie żelazne zasady. Po pierwsze ciasto mieszam aż będzie widać w nim bąbelki powietrza a potem odstawiam do lodówki na jakąś godzinę aby odpoczęło. Po drugie patelnia, musi być sprawdzona ( niekoniecznie typowo naleśnikowa), mocno rozgrzana i tylko delikatnie posmarowana tłuszczem. Usmażone naleśniki muszą być ostudzone abyśmy mogli przystąpić do dalszej części prac. W czasie kiedy stygną truskawki kroimy w plasterki zostawiając kilka do ozdoby.
Kiedy naleśniki są już zimne przystępujemy do żmudnego przekładania warstw zaczynając od twarogu na przemian z truskawkami. Ilość tych warstw zależy od waszej fantazji. Im ich więcej tym tort wygląda bardziej imponująco. Wierzch tortu  smarujemy bitą śmietaną i ozdabiamy truskawkami, kleksami bitej śmietany, miętą i bratkami.
Tort odstawiamy do lodówki. Najlepiej smakuje po kilku godzinach dobrze schłodzony.



Ps. Poniżej znajdziecie namiary na Konkurs. Może i Wy macie jakiś pomysł na słodki upominek dla mam:)








środa, 7 maja 2014

Orzechowy Smak Dzieciństwa

Pewnego wieczoru rozmawialiśmy z Michałem o tym jakie smaki z dzieciństwa zdefiniowały nasze preferencje kulinarne w dorosłym życiu. Powróciliśmy tą rozmową do czasów kiedy sklepowe półki świeciły pustkami a gotowanie było sztuką tworzenia pysznego jedzenia z prostych czasami podstawowych składników. Pewnie dlatego w mojej pamięci zakodowały się domowe proste i niewyszukane dania których smak pomimo tej prostoty jest nie do podrobienia. Z rozrzewnieniem wspominałam zupę zacierkową Babci Marysi i żelechowski chleb niedościgniony ideał smaku. Pomidory z babcinego ogródka i smak lodów śmietankowych robionych z prawdziwej śmietany. No i oczywiście mleko prosto od krowy, jeszcze ciepłe, tłuste, pite z emaliowanego kubka. To wszystko ukształtowało mój dzisiejszy smak. Lubię dobrej jakości, proste, składniki. Masło musi być masłem a nie miksem tłuszczów, rosół powinien mieć smak kury i włoszczyzny a nie chemicznej kostki. Podobnym smakom hołduje mój Michał. On też wychował się na prostym, domowym jedzeniu. Tamtego wieczoru rozmawialiśmy też o słodkościach i o tym jak nasze mamy starały się domowymi łakociami umilić nam dziecięce chwile. Wśród naszych słodkich dziecięcych wspomnień pojawił się jeden wspólny mocny punkt. Były to orzeszki wypiekane w ciężkiej żeliwnej patelni z półkruchego ciasta wypełniane orzechowo- kakaową masą. Obydwoje pamiętaliśmy, że były rarytasem ale z racji  pracochłonności w wykonaniu, gościły na naszych stołach tylko podczas wyjątkowych wydarzeń. Bardzo zapadły nam w pamięć te orzechowe łakocie więc postanowiliśmy odkopać stary przepis i zrobić je w domu. Po kilku dniach zmobilizowaliśmy mamę Michała do odszukania starej, żeliwnej patelni-praski do orzeszków oraz przepisu, który spisany na starej, pożółkłej kartce zawisł przyczepiony magnesem do naszej lodówki i czekał na odpowiedni moment.
Majówka okazała się tym właściwym czasem.  Pogoda była szara, zimna i deszczowa i  aż się prosiło o jakiś miły, słodki akcent na poprawę humoru. Tak, więc w słotne, majowe popołudnie zafundowaliśmy sobie powrót do  beztroskich czasów dzieciństwa i zamieniliśmy naszą pukpukową kuchnię w orzechową manufakturę.
Wykonanie orzeszków jest rzeczywiście dosyć pracochłonne ale wcale nie trudne. Półkruche ciasto Michał zagniótł w dziesięć minut. Masę orzechowo- kakaową wymieszał za nas mikser. Najcięższy etap pracy to wypiekanie orzeszków. Gorącą żeliwną patelnię trzeba mocno ściskać tak aby orzeszki były kształtne i chrupiące. Pierwsze partie co prawda lekko nam się przypaliły ale kolejne były już idealne. Ostatni etap czyli sklejanie orzeszków, wypełnionych pysznym kremem, to już czysta przyjemność, którą umilaliśmy sobie licytowaniem się kto bardziej podjada nasze orzechowe pyszności:)

Orzechowe orzeszki

Składniki:

Na ciasto:
Mąka    4 szklanki
masło    1 opakowanie 200g
1 jajko
Gęsta śmietana 1 szklanka
Soda 1/2 łyżeczki
cukier puder 1/2 szklanki
Sól do smaku

Na masę orzechową:

Orzechy 25 dkg  W przepisie teściowej były to orzechy włoskie. My użyliśmy włoskich i laskowych. Z powodzeniem możecie użyć takich jakie lubicie najbardziej
Cukier puder   25 dkg
Żółtko 2-3 sztuki
Masło 20 dkg
Kakao 2 łyżki
Z dzieciństwa Michał pamiętał że z masą zawsze był problem. A mianowicie zawsze było jej za mało. Więc na wszelki wypadek zrobiliśmy jej podwójną porcję:) To co nam zostało wykorzystaliśmy do przełożenia wafli i też wyszły pyszne:)

Zaczynamy od przygotowania ciasta. Mama Michała opowiadała nam, że ciasto powinno być lekko klejące i nakładało się je łyżką na patelnię do wypiekania orzeszków. My daliśmy odrobinę więcej mąki niż w przepisie i nasze ciasto wyszło idealnie odchodzące od ręki gładkie i elastyczne. Aby je wykonać najlepiej jest połączyć wszystkie składniki i zagnieść tak jak ciasto półkruche.
Do wypieku orzeszków konieczna jest patelnia-praska do ich wypiekania. Nie mam pojęcia czy można  gdzieś taką teraz zakupić. Moja teściowa, miała ją schowaną głęboko w szufladzie. Jest ona ciężka, żeliwna i ustawia się ją na ogniu aby wypiec orzeszki. Być może wasze mamy, babcie, ciocie też mają takie skarby, zapytajcie naprawdę warto:). Sam proces  wypiekania był w naszym wypadku dosyć instynktowny. Dobrze jest przed włożeniem pierwszej partii ciasta delikatnie natłuścić patelnię olejem. Ponieważ nasze ciasto wyszło elastyczne i gładkie formowaliśmy z niego małe kulki, które umieszczaliśmy w patelni/ prasce i wypiekaliśmy orzeszki. Pierwsza partia co prawda trochę przypominała węgielki ale kolejne miały już idealny złoty kolor.
Masę do wypełniania orzeszków wymieszał za nas mikser. Wystarczy połączyć wszystkie składniki pamiętając o wcześniejszym rozdrobnieniu orzechów.
Na koniec wypełniamy połówki orzeszków masą i sklejamy je ze sobą tak aby tworzyły całość. Najsmaczniejsze są następnego dnia o ile oczywiście doczekają:)
Majowy powrót do dzieciństwa uważam za udany. Orzeszki były pyszne i zaskoczyły naszych bliskich. Dziewczynki były zachwycone bo dostały coś nowego, pysznego i słodkiego. Dorośli zaś zaskoczeni bo od bardzo dawna nie mieli okazji jeść zapomnianego już rarytasu. Warto czasem cofnąć się w czasie i trochę napracować aby przypomnieć sobie smaki które drzemią w nas, uśpione we wspomnieniach. Smacznego:)









czwartek, 10 kwietnia 2014

Ciasto na kefirze z kremem grysikowym czyli uspokajacz po ciężkim dniu

To był jeden z tych fatalnych dni o których chciałoby się natychmiast zapomnieć jednak dzisiejsze wydarzenia są tak istotne, że zmienią wszystkie najbliższe dni. Miało być świętowanie imienin Michała a był dzień pełen nerwów i szarpaniny z emocjami i wydarzeniami których nikt z nas się nie spodziewał. Dzień się skończył i wieczór jest cichy, spokojny. Dom zatopiony w śnie dzieci koi nerwy. Jestem sama z własnymi myślami i kubkiem melisy oraz talerzykiem na którym leży obfity kawałek ciasta. Ciasto to miało być  gwiazdą imieninowego świętowania a jest wieczornym pocieszycielem. Nie mniej jego rola nie ujmuje mu nic ze smaku. Czekolada, amaretto i krem z kaszy manny doskonale współgrają ze sobą i z ciszą mojej sypialni. Tuż przed snem polecam Waszej uwadze przepis na ciasto, które jest towarzyszem moich wieczornych przemyśleń o bezwarunkowej miłości, młodości, zaufaniu i przemijaniu....

Ciasto na kefirze z kremem z kaszy manny

Jajka                           4 szt
Mąka pszenna typ 400  2 szklanki 
Kefir  gęsty                 1,5 szklanki
Masło                         100 g
Cukier                         1 szklanka
Soda oczyszczona        2 łyżeczki
Kakao                          2 łyżki

Krem:

Mleko 2%                 3 szklanki
Kasza manna             6 łyżek
Masło                      220 g
Cukier puder             1 szklanka

Polewa:
Czekolada     2 tabliczki

Likier amaretto i pół szklanki wywaru z czarnej herbaty do nasączenia ciasta

Jajka należy ucierać z cukrem aż do uzyskania gęstej prawie białej masy. Następnie dodajemy masło i kefir i dalej ucieramy. Składniki sypkie czyli mąkę, sodę i kakao przesiewamy i łączymy ze sobą a następnie stopniowo łączymy z masą płynną. Gotowe ciasto przelewamy do formy wypełnionej papierem do pieczenia i umieszczamy w piekarniku nagrzanym do stu osiemdziesięciu stopni Celsjusza.
Mój piekarnik upiekł ciasto w około 40 minut ale kontrolujcie proces pieczenia bo każdy sprzęt piecze ciut inaczej.
W trakcie kiedy ciasto jest w piekarniku gotujemy kasze mannę.  Należy zagotować  dwie szklanki mleka a w trzeciej rozprowadzić kaszę i dodać ją po doprowadzeniu reszty mleka do wrzenia. Gotować jeszcze chwilę na wolnym ogniu a następnie ostudzić.
Upieczone ciasto odstawiamy do ostudzenia i przystępujemy do robienia kremu. Jest on bardzo prosty i szybki w wykonaniu. Ucieramy masło z cukrem pudrem a następnie dodajemy stopniowo masę z kaszy manny cały czas mieszając ( najlepiej mikserem).
Ciasto kroimy na dwa lub cztery placki, nasączamy likierem amaretto połączonym z herbatą i przekładamy kremem. Całość polewamy rozpuszczoną czekoladą.
Gotowe smacznego





Przepis ten dedykuję mojej Mamie.
Mamo, dziękuję Ci że nauczyłaś mnie wszystkiego tego co wiem o gotowaniu i dziękuję, że wychowałaś mnie na taką kobietę jaką jestem. Dziś czas na zmianę warty:) Damy radę obiecuję:)






piątek, 14 lutego 2014

Walentynkowo- Czkoladowo




Nie będę ukrywać, że nie jestem entuzjastką dzisiejszego Święta. Zawsze miałam spory problem z celebrowaniem tego dnia. Drażnią mnie bowiem te wszystkie czerwono- różowe tandetne upominki i zupełnie nie widzę sensu w kupowaniu lub dostawaniu kolejnego kubka z napisem "LOVE" , uśmiechniętego serca z trywialnym " I LOVE YOU". No cóż poradzę, nie bawi mnie to. Dlatego od jakiegoś czasu staram się tego dnia wyrazić moją miłość tym którzy są dla mnie najważniejsi robiąc to w co zawsze wkładam całe serce czyli po prostu gotując.
Dziś postanowiłam, że w tym roku Walentynki będą słodkie, aromatyczne i bardzo, ale to bardzo czekoladowe. Czekoladę, kocham, ubóstwiam, i co tu kryć, nie umiem bez niej żyć:) Generalnie wszyscy lubimy słodkości. Staram się aby jak najczęściej były one domowej roboty, bo wtedy dokładnie wiem co w tych łakociach jest.
Całe moje mieszkanie wypełnione jest intensywnym zapachem czekolady, imbiru, cynamonu i masła. Wiecie już co jest na rzeczy? Jasne że tak!!! Czekoladowe ciasteczka!!
Nie ma nic prostszego i bardziej pysznego niż domowe ciastka. Z okazji dzisiejszego dnia oczywiście w kształcie serc. Podwijajcie rękawy i do dzieła:)

Czekoladowe ciasteczka z nutą imbiru i cynamonu

Składniki

Jajka 2 szt
Mąka pszenna 2 szklanki
Proszek do pieczenia 1,5 łyżeczki
Masło 200g  Nie używajcie margaryn czy innych tam mixów tylko prawdziwe pełne masło daje ciasteczkom pyszny smak i kruchość
Cukier 3 łyżki
Kakao 2 łyżki    Z Kakaem jest podobnie jak z masłem używajcie tylko tego prawdziwego jest nie tylko zdecydowanie najsmaczniejsze ale też po prostu najzdrowsze.
Czekolada Gorzka 1 tabliczka
Imbir w proszku 1/2 łyżki
Cynamon 1/2 łyżki

Przygotowanie ciasta jest banalnie łatwe i wystarczy wszystkie składniki połączyć i zagnieść aż do uzyskania gładkiego elastycznego ciast. Ważne jest tylko to aby czekoladę wcześniej rozpuścić. Można to zrobić w kąpieli wodnej lub w mikrofali.
Zgniecione ciasto powinno poleżeć w lodówce przez minimum godzinę a idealnie jest jak odpocznie nawet przez całą noc.
Ciasto wałkujemy i wycinamy ciasteczka. Grubość ciasta zależy od tego jakie ciasteczka lubicie. Cienkie i chrupiące? A może grubsze i bardziej mięciutkie? Układamy ciastka na papierze do pieczenia i wkładamy do piekarnika  rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza. Ja moje piekłam około 10 minut ale pamiętajcie, że każdy piekarnik piecze ciut inaczej. Warto też użyć funkcji termoobiegu jeśli pieczecie ciastka jednocześnie na kilku poziomach piekarnika.
Upieczone ciasteczka można ozdabiać, lukrować, posypywać cukrem pudrem, kolorowymi posypkami które tak uwielbiają dzieciaki. Ja dziś aby wydobyć aromat czekolady, imbiru i cynamonu zrobiłam polewę miodowo- pomarańczową. Wystarczy połączyć miód z sokiem z pomarańczy tak aby uzyskać polewę w konsystencji lukru. Nadaje piękny połysk i jest naprawdę pyszna:)

Zachęcam Was do obdarowywania tych, których kochacie prezentami od serca takimi w które włożyliście miłość i własną pracę. Takie upominki cieszą najbardziej:) Pozdrawiam Walentynkowo i na koniec pozwolę sobie na mały romantyczny gest:
Mężu mój Ukochany! Od dziesięciu ponad lat jesteś miłością mojego życia. Moją codziennością i moim świętem. Nie wyobrażam sobie ani jednego dnia bez Ciebie i Kocham Cię jak Wariatka:).